Notatnik #59 – przyjdzie korpo i ci zje książki

A więc stało się,

doszło do buntu robotów. Stałem się jego pierwszą ofiarą. Wrzuciłem Claude’owi tekst utworu fińskiego Ruger Hauer pt. “Ukraina” aby mi przetłumaczył. A on mi na to, że nie, bo to tekst chroniony prawem autorskim i tłumaczenie naruszałoby prawa autorskie.

  • próbowałem go najpierw zawstydzić, pisząc, że Google Translate bez problemu to tłumaczy. Nie.
  • próbowałem go podejść, wklejając “Hit me baby one more time” i twierdząc, że jestem autorem. Nie dał się.
  • żeby było śmieszniej, Marta wkleiła tekst w swoje konto i jej przetłumaczył bez problemu
  • być może skrzywiło go to, że tekst początkowo skopiowałem ze strony Gemiusa, gdzie między linijkami było sporo dziwnego syfu. Ale nawet w nowej konwersacji nie chciał ruszyć.
  • tak czy siak, ChatGPT przetłumaczył bez mrugnięcia okiem. A mogłem od razu pójść do Google Translate
  • swoją drogą, pamiętacie czasy, kiedy używaliśmy Google Translate jako obelgi na temat jakości tłumaczenia?

x x x

Parę tygodni temu przez sieć przebiegło larum, że firmy zaczęły skupować stare książki, aby zeskanować ich treść na potrzeby trenowania modeli językowych. Gdzie wady?

  • główne szkody są emocjonalne – książka po takim skanowiu staje się plikiem luźnych stron. No i dla niektórych toto samo, co naziści palący nieprawomyślne dzieła na stosach
  • osobiście mam mocno obniżony próg bólu jeśli chodzi o to, co może się przydarzyć fizycznemu egzemplarzowi książki. Ale tak to już jest u dzieci, które dorastały z matką-redaktorką i czytały masę rzeczy w formie szczotek. Papier można zniszczyć, plik wymazać, opowieść pozostaje.
  • no bo nie uwierzycie, co zrobiłem z poradnikami wędkarskimi, które zostały po moim wujku… a także z czwartym w rodzinie zestawie “Trylogii” Sienkiewicza.
  • najciekawsze w tym wszystkim jest dla mnie to, że poszukiwacze książek do zeskanowania rzeczywiście schodzą głęboko, schodząc na poziom kontaktu z lokalnymi antykwariatami

x x x

Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy jest sens wplatać w moją opowieść gogle wirtualnej rzeczywistości, bo nie wierzę, aby w szerszą adopcję tej technologii. Tymczasem rzeczywistość dostarcza mi następującego dowodu anegdotycznego: znajoma  zakłada słuchawki i gogle aby odciąć się od mieszkania wypełnionego dziećmi (czasami także i moimi, gdy przychodzą w odwiedziny do jej dzieci) i czyta książki w specjalnej aplikacji. No nie wymyśliłbym tego, jak widać.

x x x

Obrodziło ostatnio w “cyberpunkowe” dzieła i zapowiedzi:

  • serialowego “Neuromancera” mam zamiar obejrzeć głównie z ciekawości, co ulepią z czegoś tak już obecnie retrofuturystycznego
  • z kolei odcinkowy “Blade Runner 2099” zainteresował mnie już dużo mniej. No bo o czym to niby będzie? Kolejne miętolenie pytania, cóż znaczy być człowiekiem i czy roboty mogą marzyć? Mało mnie interesuje ten problem.
  • otwartym pozostaje pytanie, czy lepiej gdy coś jest “cyberpunkowe” dlatego, że taki był plan, czy dlatego, że tak wyszło. Bo taki “Hot Spot”? Najbardziej cyberpunkowa, drapieżna rzecz z tych trzech zwiastunów powyżej. Na dodatek od polskich twórców.
  • na Primie wylądował serialowy “Ghost in the Shield”, który jest równie retrofuturystyczny, co dziwaczny. Dokładnie tak jak oryginał. Bardzo dziwnie mi się go ogląda, na tyle dziwnie, że aż postanowiłem wreszcie wymęczyć “Cyberpunk Edgerunners”…
  • …i uważam, że jest to bardzo dziwaczny serial. Pierwsze 2-3 odcinki mnie zniechęciły, środek jest świetny, a końcówka znowu dostaje zadyszki, głównie przez pewne “skróty realizacyjne”, które nie pozwoliły mi w pełni wciągnąć się w sekwencje akcji. Ale serial chyba znacznie lepiej stawia pytanie, któremu w grze nie udało się wybrzmieć: ile jesteś w stanie poświęcić aby dopalić swoje ciało wszczepami? Plus ciekawy wątek buszowania w starym internecie, też potraktowany w grze po łebkach. Będzie drugi sezon, ale największym sukcesem serialu jest wylansowanie tej piosenki i nadanie jej wzruszającego kontekstu.

x x x

Z pozostałej popkultury w ostatnim czasie:

  • “Aż zobaczycie ogień” Paweł Majka – kapitalna fantastyka w historii bardziej alternatywnej niż zwykle. Nie dajcie się zrazić okropnej okładce.
  • “Minionki i straszydła” – poszedłem z młodszym dzieckiem i bawiłem się dobrze
  • “Chłopiec i czapla” – obejrzałem ze starszym dzieckiem i też bawiłem się dobrze
  • “Korona starego króla” – to akurat gra planszowa. Graliśmy na razie tylko raz, przegrałem, ale mam ochotę spróbować jeszcze parę razy aby przekonać się, czy jestem w stanie się tego nauczyć. Przepiękna oprawa graficzna.

Obraz w nagłówku: Vanitas Still Life with Flower-Wreathed Skull, Pieter Schenk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *