Natychmiast to skasuj – rok po premierze

Właśnie mija dwanaście miesięcy od kiedy wypuściliśmy na świat moją debiutancką książkę. To był interesujący czas, a wydawanie książki stało się dla mnie i mojej żony Marty swego rodzaju wspólnym hobby. Inni mówią na to „self-publishing”.

„Natychmiast to skasuj” to sensacyjny technothriller, któremu bez problemu można przykleić gatunkową łatkę cyberpunka. To opowieść o Polsce nieodległej przyszłości i ludziach, którzy próbują poradzić sobie z demonami przeszłości. Zanim technologia przyjdzie i ich zje.

Mam ogromną słabość do rocznic i podsumowań, a także lubię tabelki i wykresy, zapraszam więc do obszernego tekstu w którym zawieram wnioski i lekcje, jakie wyciągnęliśmy przez ten ostatni rok.

Ebook – sierpień 2024

Książka była gotowa. Zredagował ją Michał Cetnarowski, znany redaktor, od lat związany z polską fantastyką, pisarz. Przeszła też dwa sita profesjonalnej korekty. Więc byłem pewny, że nie wypuszczam do ludzi czegoś obciachowego.

Kiedy już podjęliśmy decyzję, że chcemy wydać książkę samodzielnie, zbudowanie strony ze sklepem było względnie proste. Marta po prostu się na tym zna, więc mogliśmy skorzystać z jej doświadczenia i wiedzy, bez płacenia za czas developerów. Takie rzeczy jak płatności i hosting mieliśmy już rozwiązane w ramach jej istniejącej firmy. Trochę pomógł nam znajomy (dzięki, Adam!), a ja musiałem się nauczyć składać poprawnie pliki w formacie .epub (w czym pomógł teść, dziękuję).

Kiedy byliśmy gotowi, to byliśmy gotowi, wystarczyło jedynie udostępnić linka do strony znajomym.

O naszych zmaganiach z promowaniem książki piszę więcej w dalszej części tekstu.

W październiku 2024 wpuściliśmy książkę na Legimi, które okazało się być całkiem wdzięcznym kanałem. „Natychmiast to skasuj” zostało umieszczone w paru kolekcjach tematycznych i dobrze otagowane. Książka cały czas żyje i sobie ciurka po parę egzemplarzy w miesiącu.

Najciekawsze dla mnie jest to, że spośród wszystkich platform z ocenami, to właśnie na Legimi dostaliśmy najwięcej ocen (na ten moment 4,3/5 przy blisko 70 głosach, nice).

W listopadzie 2024 książka zaczęła być dostępna na platformach należących do Empiku i nawet ktoś ją tam odnalazł i kupił.

Audiobook – luty 2025

W lutym 2025 pojawił się audiobook. Dużo w domu słuchamy audiobooków, więc był to dla nas naturalny format. A przy tym nadal cyfrowy – nie musimy się przejmować wysyłką, a jedynie dystrybucją. Stwierdziliśmy, że nie chce nam się bawić w sprzedawanie plików przez stronę, więc wystawiliśmy audiobooka na cztery platformy: Audioteka, Legimi, Empik i Storytel.

Rynek jest tutaj bardzo podzielony, więc zawsze znalazł się ktoś, kto pytał o jakąś inną platformę. Ale np. Bookbeat odpisał, że nie podpisują umów z indywidualnymi autorami i mam się dogadać z jakimś ich pośrednikiem. Dzięki, ale dzięki.

Samo nagranie było względnie prostym procesem. Odezwałem się do studia Pick-a-voice, wybrałem głos, który najbardziej mi się podobał z obszernej bazy lektorów, zapłaciłem i po miesiącu było. I tyle.

Co nie jest do końca prawdą…

Bardzo lubię słuchowiska przygotowywane przez Audiotekę. Dużo lektorów, muzyka, efekty dźwiękowe etc. Szybko doszedłem do wniosku, że NTS nie dawałoby się tak łatwo przerobić na ten format. Pomijając kwestie finansowe, wymagałoby to ponownego babrania się w książce, którą już nie chciałem się twórczo zajmować, bo piszę kolejną. Postawiliśmy więc na wariant minimum – pojedynczą lektorkę. Wybór padł na Małgorzatę Gołotę, bo próbka jej głosu najbardziej mi się skojarzyła z życiowym zmęczeniem trapiącym Sabinę, główną bohaterkę mojej książki (choć akcja prezentowana jest z punktu widzenia wielu różnych postaci). Myślę, że wyszło wspaniale.

Koszt nagrania audiobooka wyniósł 5720 PLN netto, co jest największym jednostkowym kosztem w naszej dotychczasowej karierze wydawniczej. Na ten moment przychody ze sprzedaży audiobooka nie pokryły tej kwoty. Ale myślę, że to bardzo ważne, aby książka była dostępna w różnych miejscach, abyśmy mogli oferować odbiorcy wybór. Za tę kwotę moglibyśmy wydrukować kilkaset książek, ale tak to zapłaciliśmy raz i plik sobie hula.

Każda z platform jest inna, załatwienie wszystkich formalności chwilę mi zajęło. Gdybym miał pokrótce scharakteryzować naszą przygodę per serwis:

  • Audioteka – tutaj książka cieszyła się największym wzięciem, bo na parę tygodni trafiła do rubryki „Polecane”. Najbardziej manualny proces rozliczeń, co miesiąc dostajemy excela na podstawie którego Marta wystawia fakturę.
  • Legimi – taka sama widoczność jak w przypadku ebooka, co parę tygodni ktoś tam trafia. Wygodny panel zarządzania.
  • Storytel – super błyszczący panel zarządzania, prezentujący piękne wykresy z których niewiele wynika. Poza tym, że od dłuższego czasu mało kto na NTS tam trafia
  • EmpikGo / Virtualo – smierć i omamy z niedojedzenia. Nawet przy wspólnych rozliczeniach z ebookiem nie przekroczyliśmy jeszcze bariery 300 PLN, która umożliwiałaby nam wypłacenie naszej kasy.

Z ciekawostek, komuś chciało się spiracić pliki z audiobookiem i wrzucić na Chomika. Nie mam szczególnych problemów z pirackim dostępem do mojej książki, więc jeśli ktoś musi, to proszę bardzo. Ale z ciekawości wysłałem maila do Chomikuj z prośbą o usunięcie jednego z folderów. Zareagowali bardzo szybko i mogłem wrócić do bycia potencjalnym milionerem.

Papier – czerwiec 2025

Od samego początku bałem się wydania papierowego. Wydawało mi się to bardzo poważnym zobowiązaniem finansowo-logistycznym. Z perspektywy czasu – zupełnie niepotrzebnie.

Powstawanie papierowej edycji wzięła na siebie Marta. Tworzyła makiety, przygotowała wstępną oprawę graficzną. Znajomy polecił nam drukarnię CC Professionals Group, którzy nie mieli problemu z przyjęciem zlecenia na 200 egzemplarzy. U nich też zleciliśmy skład i ostateczny projekt okładki. Szybko, blisko i bez komplikacji.

Najlepsze, że to była nasza pierwsza książka. Proces był prosty – spotkaliśmy się z przedstawicielem drukarni, aby na miejscu dobrać wszystkie parametry, takie jak papier, wymiar, kolorystyka i rodzaj okładki. Marta potem ustaliła mailowo ostateczne szczegóły i koszty. W efekcie wyszła książka w standardowym wymiarze, bez żadnych udziwnień, która bez większego obciachu może stać na półce obok publikacji profesjonalnych wydawnictw.

Idea stojąca za 200 egzemplarzami była taka, że nie chcemy przesadzić od strony kosztów, a jedynie mieć trochę rzeczy do rozdania znajomym, przekazania bibliotekom i abym mógł zgłosić „Natychmiast to skasuj” do literackich konkursów (zazwyczaj jury wymaga po 6-8 egzemplarzy). Rzeczy jednak nie do końca poszły zgodnie z tym planem.

Kiedy druk był już zlecony, okazało się, że całkiem niedługo będzie kolejna edycja warszawskiego Pixel Heaven, festiwalu gier, gdzie przy okazji pojawiają się ludzie z rożnymi stoiskami. Stwierdziłem, że co tam, spróbuję i wykupiłem stolik. I jeszcze został mi zaproponowany slot na spotkanie autorskie na dużej scenie (poprowadzone przez Pawła Kamińskiego), dzięki czemu tytuł książki i moje nazwisko przewinęło się przez program imprezy.

W efekcie w ciągu trzech dni sprzedaliśmy przeszło 1/3 naszego pierwszego nakładu. Wyszło na to, że bardzo lubimy tego rodzaju targi. Choć pewnie nie ugralibyśmy za wiele na Warszawskich Targach Książki pod Pałacem, tak na imprezie w stylu Pixel Heaven, gdzie była masa osób w zbliżonych nam klimatach, sytuacja była zupełnie inna. W efekcie planujemy dodruk i udział w kilku kolejnych imprezach.

Na marginesie – dopóki nie zacząłem się tym interesować, nie zdawałem sobie sprawy jak wiele różnych konwentów fantasy jest organizowanych w Polsce. Gdybyśmy się uparli, w sezonie letnim pewnie byśmy byli w stanie pojawić się na jakimś średnio raz na dwa tygodnie, jeśli nie częściej.

To ile właściwie sprzedaliście?

To skomplikowane.

Mam dokładne dane dotyczące sprzedaży ebooka, audiobooka gdy ktoś kupował bezpośredni dostęp i wersji papierowej. Z audiobookiem w abonamencie jest to dużo bardziej mgliste, bo każda platforma ma inne definicje „egzemplarza”. Audioteka raportuje nam liczbę „odsłuchów”, z kolei Storytel ma swoje „Units”, ale nie do końca tłumaczy, co one oznaczają. Platformy rozliczają się z minut, ale nikt mi wprost nie powie, ile osób spróbowało przesłuchać książki (choć Storytel pokazuje różne wykresy, w którym momencie np. ludziom się nudzi etc.).

Gdybym jednak miał to jakoś zliczyć, stawiając niedoskonały znak równości między sztuką kupionego ebooka i audiobooka, a przesłuchaniami w abonamencie, to wychodzi nam, że dotarliśmy z książką do blisko 800 odbiorców! Z wyraźną przewagą wersji dźwiękowej:

Ale nie do końca wierzę tutaj swojej metodologii.

Na początku założyłem sobie, że byłoby super dotrzeć z książką do tysiąca osób. Wygląda na to, że w dającej się przewidzieć przyszłości uda nam się to zrobić.

Czy da się z tego wyżyć?

Nie. Ale nawet nie próbowałem.

Abym mógł myśleć o rezygnacji ze stałej pracy na rzecz cyberbabilonu, musielibyśmy mówić o dziesięciokrotnie większej sprzedaży. A przecież w grę wchodzi jeszcze czas Marty, która też sporo poświęca na te zabawę.

Był moment, kiedy bardzo często, za często, porównywałem się do mainstreamowych twórców kryminałów. Tych wszystkich autorów i autorek, którzy potrafią wypuszczać kolejną książkę co kwartał i ciągle wrzucają foty na Facebooka, jak to patrzą w zadumie na góry. Ja nie jestem w stanie tak pisać. I też myślę sobie, że przestałoby mi to sprawiać taką przyjemność, gdybym musiał działać pod finansową presją.

Więc bardzo możliwe, że z punktu widzenia pisarza, który próbuje osiągnąć samodzielność selfpublishingiem, wiele z naszych działań nie ma większego sensu.

Parę uwag o promocji

Gdy zastanawiałem się, po co jest mi współpraca z profesjonalnym wydawcą, to najbardziej potrzebowałem kogoś, kto pomoże mi w wypromowaniu książki. Kto będzie posiadał umiejętność opowiadania o niej w odpowiedni sposób i znajdzie ścieżkę aby nawiązać kontakty z mediami i serwisami tematycznymi.

Z braku laku, musiałem się tym zająć sam. Wszystko co miałem to resztki kapitału towarzyskiego, jaki wypracowałem kilkanaście lat temu samemu pracując w mediach.

Nowych książek, seriali czy gier jest ogrom. Mam poczucie, że bardzo trudno jest się przebić do mainstreamu z pozycji kogoś takiego jak ja. Mainstreamowe media i influencerzy chcą mówić o tym, co się klika. „Debiutancka powieść sci-fi wydana własnym nakładem” brzmi jak pocałunek śmierci.

Pisząc bardziej dosadnie, mam poczucie, że w mainstreamie (medialnym, „influencerskim”) niewiele osób jest zainteresowanych odkrywaniem przed odbiorcami nowych, niesprawdzonych rzeczy.

Przemawia tutaj też przeze mnie wieczna niepewność: może gdyby moja książka była lepsza, to ludzie mocniej polecaliby ją znajomym i szum „sam by się zrobił”?

Tak czy siak, większość moich PR-owych wysiłków spełzła na niczym i nie potrafiłem zainteresować nieznajomych media workerów swoją książką. Większość mnie kompletnie zignorowała. Jeden popularny infulencer odpisał i okazało się, że żywi do mnie głęboką osobistą niechęć za komiksowe flejmy, w których braliśmy udział jakieś szesnaście lat temu. Welp.

Otrzymałem natomiast dużo wsparcia od różnych bliższych i dalszych znajomych, czasami też ludzi, którzy mnie kojarzyli z sieci. Gdy Tomek Pstrągowski zrecenzował NTS w podcaście „Niezatapialni”, przez następne miesiące kilkadziesiąt (!!!) osób skorzystało z kodziku zniżkowego, który dla nich ustawiłem. Moje wysiłki z zakresu tworzenia newslettera docenił Bartłomiej Kluska, co zaowocowało kilkunastoma nowymi subami. Miałem spotkanie autorskie w warszawskiej bibliotece Fantasmagoria. A blisko rok po premierze, wystąpiłem z pierwszym wywiadem w podcaście „Stary gracz”.

To wszystko mogą być śmieszne liczby dla popularnych autorów, ale dla mnie to bardzo duża rzecz.

Sporo pomogła nam rozmowa ze znajomym z Bardzo Dużego Mainstreamowego Wydawnictwa. Dzięki niemu nie pchaliśmy się w klasyczne mainstreamowe operacje: nie jechaliśmy na duże targi, nie płaciliśmy za bombardowanie dywanowe recenzjami sponsorowanymi na Instagramie. Zrozumieliśmy, że mamy swoich ludzi w swojej niszy. Niby zawsze wydawało mi się, że piszę dla takich samych osób jak ja, ale ostatecznie się to potwierdziło.

Na płatne reklamy w serwisach społecznościowych wydaliśmy może łącznie 500 PLN, ale były to krótkotrwałe eksperymenty, które nie przyniosły konkretnych rezultatów. Poza wnioskiem, że wolę za te pieniądze kupić nowe buty dzieciom.

Generalnie wszystko, co robiliśmy pod kątem promocji robiliśmy bez wielkiego planu, od pomysłu do pomysłu.

Wnioski ogólne

  • Ebook przed papierem to był bład. Razem z Martą żyjemy w bańce ludzi, którzy częściej czytają ebooki niż fizyczne wydania. Dopiero po premierze NTS zwróciłem uwagę na badania Biblioteki Narodowej z których wynika, że czytelnictwo cyfrowych edycji w Polsce to jakieś 5-7% zainteresowanych. Z perspektywy czasu żałuję, że nie mieliśmy papieru od samego początku, bo dużo początkowego zainteresowania tematem przez znajomych zostało zmarnowane („Nie czytam ebooków”, „Kiedy będzie papierowa książka?”).
  • Za okładkę odpowiada Adam Lapko. Trafiłem w sieci na jego cykl cyberpunkowych ilustracji i okazało się, że przyjmuje zlecenia. Na początku tworzyliśmy ją z myślą wyłącznie o ebooku, szczęśliwie okazało się, że na papierze prezentuje się świetnie.
  • „Budowanie marki osobistej” jest żmudne, czasochłonne i polega na robieniu rzeczy, których nie lubię robić. Kiedyś zawodowo dużo występowałem przed kamerami, teraz na myśl o kręceniu rolek robi mi się niedobrze. Ale od czasu do czasu wrzucę jakąś fotkę na Instragrama. Facebook jest dla mnie kanałem przypominania znajomym, że temat nadal żyje.
  • Staram się być aktywny na Lubimy Czytać. Wielokrotnie zaczepialiśmy ludzi, którzy albo plusowali moje opinie, dodawali NTS do listy „chcę przeczytać”, albo wydawało nam się, że mamy podobne zainteresowania. Czasami przekazywaliśmy kod zniżkowy, czasami po prostu kod na darmowe pobranie książki. Parę osób odpisało i oceniło potem książkę. Jeden gość po ośmiu miesiącach od otrzymania dostępu wystawił ocenę 2/10. Ale przeczytał!
  • To na czym mi zależy to mój newsletter, „Notatnik”. Bardzo lubię zbierać do niego tematy, a potem przygotowywać wysyłkę raz na 2-3 tygodnie. Robiłem dokładnie to samo w czasach Motywu Drogi. To tutaj liczba subskrybentów jest czymś na co zwracam uwagę i co daje mi pewną satysfakcję – zaczynaliśmy z 43 subami, teraz mamy ponad 200 osób. Mam nadzieję, że dzięki newsletterowi nie zapomną o mnie i chętniej sięgną po kolejną książkę.
  • Kolejna książka będzie i myślę, że nie będzie mi się chciało znowu szukać wydawcy. Raz, że to nadal ten sam, dosyć niszowy gatunek. Dwa, wydaje mi się, że nie mam zbyt mocnych argumentów – debiut sprzedał się w kilkuset egzemplarzach. Trzy, najważniejsze, bardzo polubiłem kontrolę jaką daje mi selfpublishing.
  • Ale oczywiście, jeśli jesteś wydawcą i masz przekonujący plan na sprzedanie takiej książki, jak moja w nakładzie 10 tysięcy egzemplarzy, to serdecznie zapraszam do rozmowy. Wezmę na pewno mniej niż autorka „Chłopek”.
  • Wysyłamy paczkomatami. Nakupowałem kartonowych kopert, mam rulon folii do pakowania. Póki co nikt nie narzekał, że zamówienie przyszło w złym stanie.
  • Jest coś w audiobookach, że następuje gatunkowy podział płci lektorów. Część osób woli słuchać męskich głosów przy kryminałach i thrillerach, a kobiety czytają więcej romansów i obyczajów. My wybierając Małgorzatę Gołotę poszliśmy pod prąd temu trendowi i jestem bardzo zadowolony z efektów. A sama Małgorzata chwilę później razem z Michałem Żebrowskim czytała wywiad-rzekę z Rafałem Trzaskowskim. Ciekawe czy wysłuchało tego więcej osób.
  • Konwenty, niszowe imprezy tematyczne. Polubiliśmy to, na pewno sobie to jakoś lepiej zaplanujemy w przyszłym roku i odwiedzimy więcej imprez.
  • Wydawanie książki jest oddzielnym hobby od pisania. Robię to w innych momentach i z innymi emocjami. Piszę sam, a wydawnictwo to wspólne zajęcie z umiłowaną małżonką, bez której nie byłoby tego wszystkiego.
  • Otrzymałem dużo pozytywnych informacji zwrotnych na temat „Natychmiast to skasuj”. Dzięki temu nabrałem pisarsko więcej pewności siebie i nieco więcej wiem co robię podczas prac nad kolejną. Nieco za dużo czasu spędzam na odświeżaniu Lubimy Czytać i Good Reads w oczekiwaniu na nowe oceny. Ale też przekonanie się co ludzie myślą o moim pisaniu było jedną z głównych motywacji pchających mnie do wypuszczenia książki na rynek.
  • Na koniec, jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy wierzyli i uwierzyli w tę książkę. Mam nadzieję, że następną was nie zawiodę.

6 odpowiedzi do „Natychmiast to skasuj – rok po premierze”

  1. Awatar Simplex

    Hej,

    Bardzo ciekawy wpis, lubię takie post mortemy. Już to chyba gdzieś pisałem, ale więc w temacie konwentów i innych targów zapraszam na Retrosferę w Brzegu (5-7 września) i na Międzynarodowy Festiwal Komiksów i Gier w Łodzi (27-28 września). A pomiędzy nimi jest Copernicon wiadomo gdzie 🙂

    Pozdrawiam,
    Simplex

    1. Awatar Konrad

      @simplex – Nad Brzegiem myśleliśmy, ale jednak nie damy rady obskoczyć dwóch imprez w miesiącu. Ale będziemy na MFKiG 🙂

  2. Awatar Zzagrobnik
    Zzagrobnik

    Hej.

    Jestem jedną z osób do których napisałeś na LubimyCzytać. Z mojej perspektywy było to coś miłego i zaskakującego, iż autor pisze do mnie. Nie czułem się przy tym, byś próbował wepchnąć mi tą publikację.

    Niestety, ale nadal jej nie zakupiłem – nadal mam dużo innych wydatków i ogólny brak czasu. Jednakże, jeżeli pójdzie dobrze, to zamówię sobie jako prezent:
    – na Dzień Programisty,
    – od żony na Dzień Chłopaka,
    – standardowo na gwiazdkę.

    Zatem trzymam kciuki i dołączam do śledzenia tego bloga.

    Pozdrawiam,
    Zzagrobnik

    1. Awatar Konrad

      Super, że tutaj dotarłeś! Sprawdź maila, który podałeś w komentarzu.

  3. Awatar Viktorson
    Viktorson

    Cześć,

    Trafiłem tu po lekturze NTS. I zostanę.
    Bardzo konkretny wpis i dużo ciekawych informacji, a lubię dowiadywać się nowych rzeczy.
    Lektura NTS, a w zasadzie wysłuchanie (Storytell) była dość przypadkowa. Aplikacja gdzieś tam wyświetliła tę pozycję jako coś w stylu „może cię zainteresować” (co ciekawe w kategorii kryminał, choć kryminałów słucham rzadko).
    Od kilku lat, to audiobooki są dla mnie głównym źródłem literatury (a bez książek nie dam rady) ponieważ słucham w pracy. Jestem mechanikiem rowerowym więc ręce zajęte, ale uszy wolne.
    Przepraszam też w tym miejscu Autora i Lektorkę, ale słucham na znacznym przyśpieszeniu bo życie za krótkie, a książek za dużo.
    Natomiast co do samej NTS, to bardzo mi się podobała.Wysłuchałem z przyjemnością. Bardzo miła kreacja niemiłego świata. W czasach gdy masowo powstają trylogie (oby tylko!), choć w większości przypadków nie powinny, tutaj pomyślałem, że przydałaby się kolejna część.

    Pozdrawiam
    Viktorson

    1. Awatar Konrad

      Dzięki! Sam słucham audiobooków w normalnym tempie, ale rozumiem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *