Z nie do końca zrozumiałych dla mnie powodów, gracze ignorują “głównego” questa, podążając za wątkiem, który po prostu ich zainteresował.
Wpis jest elementem serii opisującej moje przygody w “Mythic Bastionland”, grze fabularnej autorstwa Chrisa McDowalla. Poprzednie części znajdziecie tutaj.
Piąta sesja w kampanii to już duży komfort. Wiem jak co działa, gracze też. Wszyscy czują się swobodniej i pozwalają na więcej inicjatywy i eksperymentów. Nie oznacza to jednak, że nie pojawiają się wątpliwości.
Pierwsza, natury mechanicznej. Pomimo tego, że drużyna przebyła szmat drogi, to bardzo często rzut na wydarzenie wskazywał, że podróż przez heks przebiegła spokojnie. Za drugim, trzecim razem było okej. Za czwartym i piątym zacząłem już się obawiać, że “za mało się dzieje”. Na szczęście wkrótce coś zaczęło się dziać.
Druga, natury narracyjnej. U podstaw “Mythic Bastionland” leżą arturiańskie mity i klimat podręcznika jest raczej poważny, momentami nawet oniryczny. Wydawałoby się więc, że wypadałoby aby sesje miały podobny nastrój. W naszym przypadku tak nie jest. Atmosfera jest na ogół komediowa i tym razem zauważyłem, że sam jestem za to odpowiedzialny, bo nie mogę się powstrzymać przed rzuceniem żartu, który bardziej pasuje do “Świata Dysku” niż “Rycerza siedmiu królestw”.
Czy to dobrze czy źle, trudno stwierdzić. Po prostu tak jest. Ale na pewno powinienem się bardziej kontrolować, bo zbyt dużo żartów może zlikwidować napięcie.
Ale też, nie ma śmieszniejszego słowa dla grupy 40-latków niż “pochwa”. Boys will be boys.

Trzy miesiące temu, jeszcze w poprzedniej krainie, wymyśliłem sobie w oparciu o materiały z bloga autora losowe spotkanie pt. “Rycerz Turniejów rzuca Wam wyzwanie na moście”. To było tak naprawdę tyle, co miałem. Stworzyłem rycerza, ale zapomniałem zabrać notatki z domu. To jaką miał osobowość wyszło w trakcie. Ale spełnił swoją rolę – jeden z graczy podjął wyzwanie, wygrał i dostał dodatkowy punkt chwały. I wygląda na to, że istnieje jeszcze furtka do tego, aby Rycerz Turniejów powrócił w przyszłości.
Tym razem zestaw mitów, jakie wybrałem zaowocował kilkoma naprawdę ciekawymi zdarzeniami, które nie sprowadzały się wyłącznie do “pokonajcie złola”. Z jednej strony poczułem ukłucie zazdrości, że sam ich nie wymyśliłem, z drugiej – w podręczniku są zaledwie pretekstowe zdania. To jakie wychodzą w praktyce jest efektem chemii przy stole.
Ogólnie, ta sesja to było “więcej tego samego”, bez żadnych drastycznych nowości dla mnie jako narratora. Ale to się chyba wkrótce zmieni, bo jeden z rycerzy jest już na tyle sławny, aby zacząć pełnić funkcje w ośrodku władzy.
Póki co, gracze spotkali wiedźmę i schwytali wielkiego ślimaka, ulubionego pupila niejakiego Ropucha.
Grafika w nagłówku: Schnecken Tempo; scena fantastyczna; Diez, Julius (1870-1954) ze zbiorów Muzeum Narodowego.
Zdjęcie przedstawia figurki, które zrobiłem dla każdego z rycerzy. Od lewej: Rycerz Cierni, Rycerz Szmaragdu, Rycerz Sideł i Rycerz Bursztynu. Rycerz Zagadek i Pozłacany Rycerz – na zawsze w naszej pamięci.








