Więc pracuję na Polygamii już ponad rok i skłamałbym, że ta robota to tylko radość, szczęście i gry wideo. Jak każdą robota ma swoje lepsze i gorsze dni i nie spodziewałem się niczego innego.
Ale ostatnio spotkała mnie najmlisza rzecz na świecie.
Podczas jednego z odcinka Polygadki, podcastu który nagrywamy prawie-że-co-tydzień, w żartach wypominałem Tomkowi Kuterze, że podczas bytności w Londynie, wolał kupić sobie pełne wydanie “Powrotu do przyszłości” na BR, niż pamiętać o kupnie jakiś żelków dla mnie. Mimo, że się upominałem.
No i niedawno jeden czytelnik będąc w UK postanowił kupić mi i przysłać jakieś żelki. Trafił razem z dziewczyną w mój gust idealnie: fasolki Jelly Bean to zawsze był dla mnie luksusowy przysmak, po który sięgałem raz na kilka lat, zazwyczaj właśnie podczas wyjazdów.
I bez względu na to, jakia syfna sytuacja się przydarzy, te żelki zawsze będą dla mnie symbolem tego, jak fajna może być to robota. Głównie dlatego, że piszesz/mówisz/robisz z siebie głupka, dla ludzi, którzy doceniają to na tyle, aby wysłać Ci paczkę pysznych fasolek.
Właśnie zjadłem jedną o smaku miętowego sorbetu.