G.I. Joe: Czas Kobry da się obejrzeć zupełnie bezboleśnie. Fabuła co prawda nie najwyższych lotów, a na dodatek do cna przewidywalna – zły próbuje przejąć kontrolę nad światem, toteż elitarna jednostka wojskowa wkracza do akcji, by ocalić ludzkość. Za to jest efektownie – ładne sceny wybuchów, widowiskowe walki, supernowoczesne gadżety i broń - jest na co popatrzeć. Obsada nie zawodzi, podobał mi się przede wszystkim Dennis Quaid, pozytywnie – jak zawsze - Jonathan Pryce, Christopher Eccleston i Arnold Vosloo. Dzielnie kroku dotrzymywała im młoda gwardia, drobny plusik za epizod Brendana Frasera. Panom zaś mogę szczególnie polecić rolę Sienny Miller – nie dość, że ładna, to jeszcze w lateksowym wdzianku… Krótko mówiąc, głupiutkie, przewidywalne od pierwszej do ostatniej sceny, ale dobrze się ogląda.
Polecamy / Odradzamy w sierpniu - POLTERGEIST
naprawdę, to już druga pozytywna recenzja GIJOE autorstwa dziewczyny jaką widzę oO