więc byłem 11 listopada na blokadzie przeciwko marszowi ONR i MW, bo po prostu nie lubię tych gości i nie widzę za bardzo, aby ich wizja przyszłości tego kraju niosła ze sobą jakiś pożytek
niektórzy neutralni i zdystansowani obserwatorzy patrzą na obrazek Adlera i z radością kiwają głowami, że właśnie tak jest, tak to wygląda. oni kontra oni, siebie warci.
I jest to prawda, ale i nieprawda.
Nie poszedłem na demonstracje się bić, nie mam do tego fizycznych warunkow, choć nie ukrywam, że moim celem było niedopuszczenie, aby obrońcy narodu przeszli krakowskim przedmieściem. bo ich widok na ulicach mojego miasta mnie gleboko mierzi. I nie musiałem się z nikim bić, stałem razem ze znajomymi, dowcipkowaliśmy, śmialiśmy się i od czasu skandowaliśmy hasła. wszystko w piknikowej atmosferze, z lekką dawką napięcia, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy
zwłaszcza, że za zakrętem bardziej zdeterminowani “antyfaszyści” rzucali się z narodowcami kamieniami, a kilka godzin później ganiali się z nimi na oboźnej i byli spychani z ulicy przez policje.
wiele się nasłuchałem o idei “prewencyjnego wpierdolu” wyznawanej przez co bardziej radykalnych “sportowców” i wiem, że część z nich jest przekonana, że jak dadzą idiocie po głowie, to spłynie na niego światłość i przestanie wierzyć w narodowy socjalizm. być może są pojedyncze przypadki potwierdzające te metody, ale wątpię aby miały szersze zastosowanie.
bo źródłem ksenofobii i rasizmu nie jest głupota, a strach przed jutrem. mowiac oglednie
zabawne jest, ze tym co łączy część “sportowców” jak i narodowców jest głęboka niechęć do Gazety Wyborczej. A teraz ta obrzydliwa Wyborcza zagnała na ich coroczne święto “normalsów”, którzy też chcą protestować, ale bez rzucania kamieniami. i to jest piękne.
i myślę, że gdyby nie koalicja 11listopada i ogolna aktywizacja najrozniejszych srodowisk, marsz by przeszedl, a sportowcy mogliby conajwyzej tak jak w zeszlym roku troche sie poganiac po uliczkach.
wiec triumf normalsow. smiesznie bylo stac w drugim szeregu pikiety, trzymac sie pod rece ze znajomymi, a w pierwszym szeregu i dokola nas staly zamaskowane dzieciaki przekonane, ze sa na pierwszej linii frontu. nie byly, policja miala wszystko pod kontrola, a od narodowcow oddzielaly nas cztery linie mundurowych i dlugosc placu zamkowego
za rok bedzie jeszcze fajniej. i nie przejda.