Jak widzę antologię komiksu o Powstaniu wydaną pod patronatem Muzeum Powstania, to mam tak zwane ambiwalentne uczucia. Nie tylko z powodów artystycznych, nie tylko dlatego, że niektóre z tych komiksów były marne. Ambiwalencja znika, gdy widzę najnowszy komiks o Tytusie, Romku i A’Tomku, tym razem walczących w Powstaniu. Papcio Chmiel już kiedyś rysował swoich bohaterów w Ludowym Wojsku Polskim, na Dzikim Zachodzie, w obozie pionierskim Artek, teraz narysował ich w Powstaniu i jest to - proszę mi wybaczyć, wszyscy dorośli obecnie mężczyźni, którzy zbieraliście komiksy o Tytusie i do dziś to z nostalgią wspominacie - najbardziej infantylne i żałosne, co można zrobić nie tyle z historią słynnej małpy, ile z historią najnowszą Polski. Oglądałem te plansze z zawstydzeniem. Nie będę ich streszczał, nie ma tu miejsca na enumerację wszystkich zawartych tam idiotyzmów, jeśli chcą się państwo sami przekonać, zapraszam do księgarń.
jakoś nie miałem serca w ogóle na tego Tytusa patrzeć