Pisałem jakiś czas temu, że wielkie hitowe gry akcji są na poziomie pornosów i że wyjątkowo mało udani bękarci literatury dopisują do nich głupawe fabuły, żeby sfastrygować ze sobą sceny krwawej jatki. Ok, Bound in Blood to ciągle pornos, w czasie którego rewolwer kiwa się u doły ekranu niczym galwanizowany członek, a z krzaków wyskakują Indianie jak na strzelnicy w wesołym miasteczku na prowincji. Ale akurat z tego pornosa możnaby wyrzucić jatkę, sfilmować pozostałe sceny i wyszedłby przyzwoity western. Żadne arcydzieło, bardziej film telewizyjny niż kinowy - ale poznanie losów braci McCall na srebrnym ekranie to nie byłby wieczór zmarnowany.
Graj utracony: Call of polski patriotyzm
dopiero teraz trafiłem na ten ustęp, bardzo celny.