W PRL marzenie opozycji o wolnych mediach, było nie tylko marzeniem o wolności słowa, ale i o prawie do otwartego głoszenia swoich poglądów. W prasie podziemnej podpisywanie się własnym nazwiskiem stanowiło nie tylko akt odwagi ale i gest sprzeciwu. Smutne, że takie rzeczy trzeba przypominać. Smutne, że anonimowość, czyli zwykłe tchórzostwo, ma dziś w wolnej Polsce tylu obrońców. Żal mi was i tego społeczeństwa, które budujecie a które obywatelskie jest tylko z nazwy.
Jezuuuuuuuuuuuuuu
Totalnie przegięcie w drugą stronę. Najlepiej wprowadzić legitymację blogera i sankcjonować. To dopiero będzie wolność.