kmh

Nazywam się Konrad Hildebrand i za dnia jestem zwyczajnym dwudziestoparolatkiem walczącym o miłość, sprawiedliwość i lepsze jutro. Obecnie zajmuje się robieniem internetów w dużej firmie z całkiem znośną stołówką. Wcześniej zajmowałem się masą interesujących rzeczy, m.in. prowadzeniem magazynu Motyw Drogi, który aktualnie znajduje się w stanie hibernacji. Ale to się zmieni. Tutaj wrzucam wszystko to, co o czym nie chce zapomnieć.
Można mnie również znaleźć na:
Twój głupi tekst o naszym serwisie informacyjnym świadczy wyłącznie o twojej niewiedzy na temat rynku. Nie wiem czy wiesz, ale na przykład to my przez długi okres czasu przygotowywaliśmy materiały prasowe EA (napisałem przygotowywaliśmy bo nie jestem pewien czy dalej to robimy, ale pewnie tak) i to my je piszemy zanim Poligamia będzie je mogła napisać jako swoje. To tylko przykład.

Nefoskop: Z życia growych sfer: Jak to GOL materiały promocyjne Wielkiemu Elektronikowi pisał

To co zaczęło się od pogłosek na temat skasowania konsolowej wersji “Wiedźmina” przerodziło się w świetną ilustrację odległości, na jaką od standardów dziennikarstwa odleciała, tym razem polska, prasa traktująca o elektronicznej rozgrywce.

Dziennikarze serwisu redagujący materiały prasowe polskiemu oddziałowi jednego ze światowych potentatów branży? Przecież to tak, jakby dziennikarz sejmowy, redagował wystąpienia polityków na ich konferencji prasowej. Przez lata bycia prostymi chłopcami na posyłki przeklejającymi kolejne informacje na temat tego, jak bardzo dany tytuł jest super, niektórzy z branży totalnie pogubili się, po której stronie stoją. Zamiast być po stronie konsumenta, stali się jedynie rzecznikami prasowymi producentów. Może być coś gorszego?

Oczywiście pracownik firmy PRowej, która zajmuje się obsługą Xboxa w Polsce nie widzi w tym nic złego, w końcu standardy nie cierpią, jeżeli są naruszane jawnie. Choć w sumie, może nigdy ich nie było?

Pisząc o komiksach w Polsce ma się ten luksus, że nie jest to zbyt bogata branża, w grę nie wchodzą duże sumy, więc żaden z wydawców nie ma ciśnienia. Podczas hartowania się Motywu przyjąłem zasadę, nieco na wyrost, bo nikt nie był tym wówczas zainteresowany, że nie będę przyjmował egzemplarzy recenzenckich. Dzięki temu sam na własnym portfelu czuję ciężar omawianego tytułu, nie czuję się zobowiązany wobec wydawcy, a ten nie czuję się wyrolowany, że wzięto od niego komiks, o którym potem nie napisano ani słowa. Ostatnio parokrotnie zgłosili się do nas sami autorzy, że chcieli nam podesłać swojego komiksy do podesłania. Ok, niech będzie, niech podeśle.

W świecie idealnym, autorzy, krytycy i wydawcy żyją w trzech oddzielnych bańkach, a ich wzajemne relacje są ograniczone wyłącznie do kwestii zawodowych. Jednakże w sytuacji, gdy rynek, ryneczek, jest tak mały, trudno uniknąć nakładania się ról.

Jakiś czas temu KG zgłosiła się do Łukasza, czy skoro jest tak wyczulony na drobne błędy językowe, to czy niechciałby robić końcowej korekty ich komiksów. Z początku kategorycznie to odradzałem, ale przecież nie mogłem powiedzieć Łukaszowi, aby wybierał pomiędzy tym, a tym, w końcu obie rzeczy robi w ramach wolnego czasu, hobby i trudno mi wymagać, aby zrezygnował z takiej fajnej sprawy jak uczestniczenie w procesie powstawania komiksu. Wtedy uzgodniliśmy, że jest to jednorazowy występ, a potem się zobaczy, potem już jednak na ten temat jakoś nie gadaliśmy i wyszło tak, że Łukasz sprawdza kolejne komiksy. W zamian otrzymuje kilka egzemplarzy autorskich, które albo przekazuje na jakiś Motywowy konkurs, albo buduje z nich rakietę. Ja z Pawłem po staremu kupujemy swoje własne egzemplarze. Chyba na razie jedynym tekstem, który Łukasz napisał na temat komiksu, który wcześniej sprawdzał, była recenzja “Trzech cieni”. Standardy mają to do siebie, że są albo czarne, albo białe, wyznaczają granicę. W przypadku Łukasza wziąłem poprawkę na jego upór i mój święty spokój i mam nadzieję, że to kiedyś nie wróci jakąś krzywą czkawką.

Róźnica pomiędzy przygotowywaniem materiału prasowego, a korektą nie jest zbyt duża - i to i to w jakiś sposób wpływa na odbiór gry/komiksu u gracza/czytelnika. Róźnica jest tylko w kasie - my robimy to za darmo i nie naganiamy wydawcy nowych klientów.

Chciałbym żyć w idealnym świecie, nie grać z wydawcą w Guitar Hero czy dzwonić do niego z gratulacjami w sprawie narodzin córki, bo się gościa po prostu bardzo lubi. Miło by też było nie mieć wśród autorów zinów znajomych. Jest to w sumie całkiem łatwe do osiągnięcia, bo te dwa lata temu właśnie tak zaczynałem - nie znająć prawie nikogo, ale nie wiem, czy ten proces da się powstrzymać.

Więc może jednakm,skoro nie da się przed układami uciec, warto zadbać o ich przejrzystość? Nie wiem, na razie na szęście Szymon Holcman nie zapraszał mnie do Monte Carlo.

Komentarze (Pokaż)
komenatrze obsługiwane przez Disqus